No to jak pisałam, do czegoś mi się ta grillowana dynia przydała.
Zapraszam chętnych na pizzę!
Oczywiście w ramach festiwalu dyni :)
Pizza z dynią i brie
Ciasto
7,5g suchych aktywnych drożdży
200ml (filiżanka) letniej wody
2-2 ½ szklanki mąki razowej orkiszowej lub pszennej
1 łyżeczka soli
Mąka do oprószenia blatu
Drożdże wymieszaj z wodą, mąkę – na początku 2 szklanki wymieszaj z solą, dodaj drożdże z wodą i wymieszaj drewnianą łyżką aż zniknie pawie cała sypka mąka, jeśli ciasto jest za luźne dodaj troche mąki, niektóre gatunki mąki wchłaniają dużo wody, inne mniej.
Przenieś ciasto na oprószony mąką blat, wyrób dobrze ciasto, wyrobione włóż do dużej miski i przykryj ściereczką. Ciasto powinno wyrosnąć 1 raz, co zajmie mu około 1 godziny.
Nastaw piekarnik na 225 stopni parę minut przed zakończeniem czasu wyrastania ciasta.
Wyrośnięte ciasto wygniataj około minutę na lekko oprószonym mąką blacie, rękami lub wałkiem nadaj pizzy kształt i przełóż ją na wysmarowana oliwą blachę do pieczenia.
W międzyczasie przygotuj
Kilka łyżek koncentratu pomidorowego
Oregano
Sól
Tarty żółty ser
Dynię pokrojoną w kostki grillowaną z solą i szałwią - może być krócej grillowana bo będzie jeszcze pieczona
Czerwoną cebulę grillowaną w plastrach, jw.
Plastry sera brie
Przygotowane ciasto na pizzę posmaruj bardzo cienko koncentratem pomidorowym, oprósz solą i oregano i posyp cienką warstwą żółtego sera startego na tarce.
Poukładaj na pizzy plastry sera brie, dynię i cebulę.
Piecz około 15 minut w 225 stopniach.
Smacznego!
środa, 27 października 2010
Dynia z grilla w kilku odsłonach
Tak jak obiecałam, przepisy dyniowe są u mnie bajecznie szybkie i proste, W ramach dyniowej zabawy pobawiłam się w grillowanie dyni a wyniki przeszły moje najśmielsze oczekiwania, ale może ta ocena wynika z mojej niepoprawnej miłości do dyni?
Ja używałam elektrycznego grilla obustronnego ale może być na pewno i patelnia grillowa, a najlepiej taki grill ogródkowy – nad ogniskiem.... rozmarzyłam się, ale pomyślcie jak smakowałaby taka dynia w jesiennym ogrodzie...
Takie grillowane dynie można wykorzystać w przeróżnych kombinacjach, jako dodatek do obiadu, jako podstawa deserów, jako baza zupy... ale można też po prostu z przyjemnością je przekąsić ;)
Dynia grillowana z solą i rozmarynem
Dynię pokrój w 1cm grubości kawałki, w misce skrop oliwą, posyp obficie solą i dodajsporo siekanych świeżych listków rozmarynu Grilluj na elektrycznym obustronnym grillu około 5 minut – aż będzie miękka ale jeszcze nie będzie się rozpadać.
Dynia grillowana słodko kwaśna
Dynię pokrój w 1cm grubości kawałki, w misce wlej troszkę oliwy dodaj sól i przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku (na taką jedną porcję jak na zdjęciu, więc jeśli robisz duzo to daj sporo czosnku), dodaj dynię i wymieszaj, aby cała pokryła się aromatyczną oliwą. Grilluj na elektrycznym obustronnym grillu około 5 minut – aż będzie miękka ale jeszcze nie będzie sie rozpadać.
W misce zmieszaj2 łyżki octu winnego, 1 łyżkę fruktozy i resztę oliwy czosnkowej po dyni, zagrzej w garnuszku aż sos trochę zgęstnieje i polej nim dynię na talerzu. Podawaj z cieniutkimi plasterkami surowego czosnku i natką pietruszki lub szczypiorkiem.
Przepis pochodzi z tego blogu
Dynia grillowana - aromatyczna, na słodko
Dynię pokrój w 1cm grubości kawałki, w misce skrop oliwą, posyp cynamonem, mielonym imbirem i mielonym zielem angielskim. Grilluj na elektrycznym obustronnym grillu około 5 minut – aż będzie miękka ale jeszcze nie będzie się rozpadać. Podawaj z miodem lub syropem z agawy.
Dynia grillowana z solą i szałwią
Dynię pokrój w 1cm grubości kawałki, w misce skrop oliwą, posyp obficie solą i posyp suszoną szałwią. Grilluj na elektrycznym obustronnym grillu około 5 minut – aż będzie miękka ale jeszcze nie będzie sie rozpadać.
Tą dynię grillowałam tylko chwilkę, bo wykorzystałam ją w następnym dyniowym przepisie ;)
Smacznego!
Etykiety:
Do małej rączki,
Dynia,
Kuchnia dla dzieci,
Na słodko,
Warzywa,
Wegańskie,
Wegetariańskie
wtorek, 26 października 2010
Naleśniki dyniowe "Amerykany"
Zawsze to samo, ja się na coś cieszę i wyczekuję – jak tego święta dyni, to coś mi zawsze pokrzyżuje plany, lepiej do wszystkiego z dużym luzem podchodzić, to lepiej wychodzi. Miałam ruszyć z kopyta z dyniowymi przepisami ale mój synek zachorował i wiadomo jak to jest, nie ma na nic czasu ani siły, człowiek tylko stara się ulżyć dziecku w chorobie. No ale już jest lepiej i nadzieja na dyniowe gotowanie i pisanie wróciła.
O moich ukochanych codziennych naleśnikach niedawno pisałam tutaj. A ponieważ mały lubi naleśniki i jadamy je często na śniadanie to czasami coś eksperymentuję i zmieniam, zeby nudno nie było. Ponadto dynia jakos wyjątkowo kojarzy mi się ze śniadaniem i mlekiem (pewnie przez te zacierki z dynią) przyszedł więc czas na naleśniki dyniowe na śniadanie. Oczywiście zrobiłam mały research i się okazało że takie naleśniki są chyba popularne w Ameryce (nigdy nie byłam) w formie ich puszystych naleśników z przyprawą do ciasta dyniowego, czyli mieszanką mielonych: cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej i ziela angielskiego. W tworzeniu swoich korzystałam o tego przepisu, ale oczywiście moje są razowe.
Zapraszam na pyszne puchate naleśniki dyniowe, bardzo aromatyczne!
Składniki
1 szklanka mąki razowej pszennej, najlepiej orkiszowej
1 łyżka fruktozy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki mielonego ziela angielskiego lub gożdzików
½ łyżeczki cynamonu
Szczypta mielonego imbiru
Szczypta soli
¾ szklanki mleka – u mnie sojowe
¾ szklanki puree z ugotowanej dyni
1 małe jajko
1 łyzka oleju lub oliwy, ale nie extra vergine
1 łyżka octu
W jednej misce zmieszaj mleko, dynię, jajko, oliwę i ocet, w drugiej mąkę, fruktozę, proszek do pieczenia, sodę, sól i przyprawy.
Przed smażeniem wymieszaj krótko suche składniki z mokrymi, tylko tyle aby sie połączyły.
Smaż na średnim ogniu, na dużym będą zbyt szybko mocno brązowe. Na każdy naleśniki użyj około ¼ filiżanki (200ml) ciasta, poniewaz ciasto będzie dość gęste, odmierz ilośc ciasta na środek patelni i rozsmaruj łyżką do pożądanej wielkości naleśnika.
Podawaj polane syropem z agawy lub miodem.
Smacznego!!!
PS. Ten napój bogów w filiżance to mleko sojowe zmieszane z puree dyniowym i dosłodzone agawą ;) no tak lubię... nic na to nie poradzę... :D
O moich ukochanych codziennych naleśnikach niedawno pisałam tutaj. A ponieważ mały lubi naleśniki i jadamy je często na śniadanie to czasami coś eksperymentuję i zmieniam, zeby nudno nie było. Ponadto dynia jakos wyjątkowo kojarzy mi się ze śniadaniem i mlekiem (pewnie przez te zacierki z dynią) przyszedł więc czas na naleśniki dyniowe na śniadanie. Oczywiście zrobiłam mały research i się okazało że takie naleśniki są chyba popularne w Ameryce (nigdy nie byłam) w formie ich puszystych naleśników z przyprawą do ciasta dyniowego, czyli mieszanką mielonych: cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej i ziela angielskiego. W tworzeniu swoich korzystałam o tego przepisu, ale oczywiście moje są razowe.
Zapraszam na pyszne puchate naleśniki dyniowe, bardzo aromatyczne!
Naleśniki dyniowe „Amerykany”
Składniki
1 szklanka mąki razowej pszennej, najlepiej orkiszowej
1 łyżka fruktozy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki mielonego ziela angielskiego lub gożdzików
½ łyżeczki cynamonu
Szczypta mielonego imbiru
Szczypta soli
¾ szklanki mleka – u mnie sojowe
¾ szklanki puree z ugotowanej dyni
1 małe jajko
1 łyzka oleju lub oliwy, ale nie extra vergine
1 łyżka octu
W jednej misce zmieszaj mleko, dynię, jajko, oliwę i ocet, w drugiej mąkę, fruktozę, proszek do pieczenia, sodę, sól i przyprawy.
Przed smażeniem wymieszaj krótko suche składniki z mokrymi, tylko tyle aby sie połączyły.
Smaż na średnim ogniu, na dużym będą zbyt szybko mocno brązowe. Na każdy naleśniki użyj około ¼ filiżanki (200ml) ciasta, poniewaz ciasto będzie dość gęste, odmierz ilośc ciasta na środek patelni i rozsmaruj łyżką do pożądanej wielkości naleśnika.
Podawaj polane syropem z agawy lub miodem.
Smacznego!!!
PS. Ten napój bogów w filiżance to mleko sojowe zmieszane z puree dyniowym i dosłodzone agawą ;) no tak lubię... nic na to nie poradzę... :D
Etykiety:
Do małej rączki,
Dynia,
Kuchnia dla dzieci,
Na słodko,
Z mąki razowej
piątek, 22 października 2010
Muffinki serodyniowe z kruszonką
Festiwal czas zacząć!!!
Tak tak kochani! Dawno mnie nie było, ale nie zaniedbywałam swojej kuchni, ani nawet swojego blogu, z braku czasu postanowiłam poświęcić te chwile które mogłam na przygotowanie się do tego oto festiwalu
którego fantastyczną gospodynią jest Bea.
Cóż tu dużo opowiadać, nazwa blogu zobowiązuje, dlatego choć z braku czasu przepisy będą raczej proste, to kilka dyniowych u mnie w tym roku znajdziecie.
A moje pierwsze dyniowe muffinki dedykuję Doro w podziękowaniu za miłe słowa! Od razu człowiek znajduje więcej siły na pisanie ;) Dziękuję!
Muffinki dyniowe z serem i kruszonką
Składniki
Masa serowa
200g kremowego serka (myślę że może być twaróg, ale ja nie dostałam akurat)
1 małe jajko
1 łyżeczka esencji waniliowej
2 łyżki syropu z agawy lub fruktozy
Kruszonka
3 łyżki mąki razowej orkiszowej
2 łyżki fruktozy
Pół łyżeczki cynamonu
2 łyżki posiekanych drobno orzechów (u mnie orzechy pekan)
olej lub oliwa
Ciasto
2 jajka
1 szklanka puree dyniowego (200ml)
4 łyżki oliwy
1 ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 2/3 szklanki mąki razowej orkiszowej
2 łyżki fruktozy
1 ½ łyzeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
Pół łyżeczki mielonego ziela angielskiego (lub goździków)
Pół łyżeczki mielonego imbiru
Szczypta soli
Przygotowanie
W misce wymieszaj ser z jajkiem, wanilią i fruktozą lub syropem z agawy.
W osobnej misce wymieszaj suche składniki kruszonki dolewaj po troszku oliwę mieszając aż kruszonka będzie cała zwilżona, taka krucha ale mokra jakby.
W dużej misce wymieszaj mąkę, fuktozę, proszek do pieczenia, przyprawy i sól.
Wymieszaj w osobnym naczyniu jajka, dynię, oliwę i wanilię - ja używam do tego blendera i blenduję na gładką masę.
Nagrzej piekarnik do 195 stopni ( z termoobiegiem do 180).
Rozdziel ciasto na 12 foremek muffinkowych (ja używam silikonowych więc nie przygotowuję ich w żaden sposób) na ciasto nałóż po łyżce masy serowej i posyp muffinki kruszonką.
Piecz 25 minut.
Smacznego!
* Przepis inspirowany tym przepisem
Etykiety:
Do małej rączki,
Dynia,
Kuchnia dla dzieci,
Na słodko,
Orzechy,
Z mąki
niedziela, 3 października 2010
Zasady są po to aby je łamać (czytaj: risotto)
Jak w tytule – będzie o tym jak często zdarza mi sie łamać zasady. Nie, nie jakieś pikantne szczegóły mojego życia, będzie o zasadach kulinarnych ;) a konkretnie dzis będzie o risotto. Nie będę sie mądrzyć bo żaden ze mnie specjalista od risotto – ale odrózniam tradycyjna włoską potrawę o tej przyjemnej nazwie od polskich zapiekanek na bazie ryżu. Wiem też że risotto powinno byc wykonane z ryżu o krótkich ziarenkach, który podczas gotowania potrawy zostanie jędrny w środku ale zagęści też sos skrobią która się z niego wydostanie. Przykładem takiego ryżu na risotto jest arborio.
W pełni świadomie też gotuję swoje risotta ( a może jednak nie powinnam ich tak nazywać???) z ryżu brązowego długoziarnistego, łamiąc podstawowe zasady przyrządzania tej potrawy. Niestety ale nie udało mi się znaleźć brązowego ryżu arborio, a może i „stety” bo nie wyobrażam sobie jak to ziarenko miałoby oddać swa skrobię do sosu przez łuskę... jadam więc przeważnie risotta z sosem conajmniej nieidealnym ;) Trudno...
Jem prawie zawsze ryż brązowy, bo zawiera więcej składników odzywczych niz ryż biały, bo w łusce zawarte jest to co pomaga mi strawić tą białą część, bo ma dużo błonnika, bo chcę jeść zdrowiej po prostu.
Ale czasem łamię swoje zasady, bo w końcu po to one są, bo od zjedzenia czasem białego ryżu nic zlego na pewno mi się nie stanie ;) zapraszam więc dziś na:
Składniki
400g ryżu arborio lub innego ryzu na risotto
150g sera mozarella, idealnie w postaci małych kuleczek
Około 30 pomidorków koktajlowych malutkich
1 główka czosnku
Oliwa z oliwek
Kilka młodych gałązek świeżego tymianku lub majeranku lub oregano
825ml bulionu warzywnego lub drobiowego
175ml soku pomidorowego
100g masła
100ml białego wytrawnego wina
2 łyzki koncentratu pomidorowego
75g świeżo startego parmezanu
Sól i swieżo mielony czarny pieprz
Głowkę czosnku upiecz w folii aluminiowej wpiekarniku (220 stopni 20 minut) lub upiecz na grillu elektrycznym ( około 10 minut w 230 stopniach) do momentu aż zacznie mieknąć.
Pomidorki wymieszaj z oliwą z oliwek i solą i upiecz z czosnkiem przez 15 minut lub chwilę grilluj.
Kulki mozarelli (lub pokrojoną w kostkę mozarellę) wymieszaj w misce z pieprzem i świeżymi ziołami, odstaw.
Bulion wymieszaj z sokiem pomidorowym i zagrzej, trzymaj na małym ogniu by był gorący.
Na średnim ogniu rozpuść połowę masła na dużej, głebokiej patelni, dodaj ryż i smaz mieszjaąc przez 2 minuty, dodaj wino, wymieszaj, dodaj łyżkę wazową gorącego bulionu z sokiem, przykręć ogień. Gotuj 15-20 minut dodając po łyżce wazowej bulionu gdy poprzednia porcja zostanie wchłonięta, mieszając często. W połowie gotowania dodaj koncentrat pomidorowy.
Gdy ryż jest prawie ugotowany, wmieszaj pozostałe masło i parmezan, zdejmij risotto z ognia i delikatnie wmieszaj ser mozarella i pomidorki. Upieczoną główkę czosnku podziel na ząbki i wyciśnij zawartość każdego do risotto.
Dopraw solą i pieprzem jeśli potrzeba. Serwuj natychmiast udekorowane świeżymi ziołami.
Smacznego!
* Przepis pochodzi z książki „One perfect ingredient” Marcusa Wareing. Podany przepis odpowiada temu w książce, natomiast ja wypróbowałam juz wiele drobnych zmian typu: bez soku za to więcej koncentratu i bulionu, pomidorki bez pieczenia, zioła suszone itp. – zawsze wychodzi pyszne!
W pełni świadomie też gotuję swoje risotta ( a może jednak nie powinnam ich tak nazywać???) z ryżu brązowego długoziarnistego, łamiąc podstawowe zasady przyrządzania tej potrawy. Niestety ale nie udało mi się znaleźć brązowego ryżu arborio, a może i „stety” bo nie wyobrażam sobie jak to ziarenko miałoby oddać swa skrobię do sosu przez łuskę... jadam więc przeważnie risotta z sosem conajmniej nieidealnym ;) Trudno...
Jem prawie zawsze ryż brązowy, bo zawiera więcej składników odzywczych niz ryż biały, bo w łusce zawarte jest to co pomaga mi strawić tą białą część, bo ma dużo błonnika, bo chcę jeść zdrowiej po prostu.
Ale czasem łamię swoje zasady, bo w końcu po to one są, bo od zjedzenia czasem białego ryżu nic zlego na pewno mi się nie stanie ;) zapraszam więc dziś na:
Risotto z mozarellą i pomidorkami koktajlowymi*
Składniki
400g ryżu arborio lub innego ryzu na risotto
150g sera mozarella, idealnie w postaci małych kuleczek
Około 30 pomidorków koktajlowych malutkich
1 główka czosnku
Oliwa z oliwek
Kilka młodych gałązek świeżego tymianku lub majeranku lub oregano
825ml bulionu warzywnego lub drobiowego
175ml soku pomidorowego
100g masła
100ml białego wytrawnego wina
2 łyzki koncentratu pomidorowego
75g świeżo startego parmezanu
Sól i swieżo mielony czarny pieprz
Głowkę czosnku upiecz w folii aluminiowej wpiekarniku (220 stopni 20 minut) lub upiecz na grillu elektrycznym ( około 10 minut w 230 stopniach) do momentu aż zacznie mieknąć.
Pomidorki wymieszaj z oliwą z oliwek i solą i upiecz z czosnkiem przez 15 minut lub chwilę grilluj.
Kulki mozarelli (lub pokrojoną w kostkę mozarellę) wymieszaj w misce z pieprzem i świeżymi ziołami, odstaw.
Bulion wymieszaj z sokiem pomidorowym i zagrzej, trzymaj na małym ogniu by był gorący.
Na średnim ogniu rozpuść połowę masła na dużej, głebokiej patelni, dodaj ryż i smaz mieszjaąc przez 2 minuty, dodaj wino, wymieszaj, dodaj łyżkę wazową gorącego bulionu z sokiem, przykręć ogień. Gotuj 15-20 minut dodając po łyżce wazowej bulionu gdy poprzednia porcja zostanie wchłonięta, mieszając często. W połowie gotowania dodaj koncentrat pomidorowy.
Gdy ryż jest prawie ugotowany, wmieszaj pozostałe masło i parmezan, zdejmij risotto z ognia i delikatnie wmieszaj ser mozarella i pomidorki. Upieczoną główkę czosnku podziel na ząbki i wyciśnij zawartość każdego do risotto.
Dopraw solą i pieprzem jeśli potrzeba. Serwuj natychmiast udekorowane świeżymi ziołami.
Smacznego!
* Przepis pochodzi z książki „One perfect ingredient” Marcusa Wareing. Podany przepis odpowiada temu w książce, natomiast ja wypróbowałam juz wiele drobnych zmian typu: bez soku za to więcej koncentratu i bulionu, pomidorki bez pieczenia, zioła suszone itp. – zawsze wychodzi pyszne!
Etykiety:
Kuchnia włoska,
Pomidory,
Ryż,
Sery,
Warzywa
poniedziałek, 13 września 2010
Zawsze lubiłam naleśniki
Zadziwiające, jak mocno siedzą we mnie smaki z dzieciństwa, a jeszcze mocniej zadziwia mnie jak mimo wszystko dość łatwo można takie wczesne przyzwyczajenia zmienić - jeśli się chce, ale jeśli ma się dobry powód to się chce.
Zawsze lubiłam naleśniki, ale jak sobie teraz pomyślę – to te które robię teraz w ogóle nie przypominają tych które robiłam i jadłam w domu rodzinnym i choc pewnie bym zjadła tamte chętnie to wcale nie chcę do nich wracać na co dzień.
Moje naleśniki charakteryzują dwie podstawowe sprawy:
- muszą być z razowej mąki – odkąd przeszłam na mąkę razową zauważyłam że biała po prostu nie ma smaku, widać rafinacja czyści równo ze wszystkiego cennego – ze smaku też,
- muszą być smażone bez tłuszczu lub na minimalnej ilości – żeby nie były tłuste.
Oprócz tych dwu spraw bywają te moje naleśniki różne, bazowy przepis jest mniej więcej taki:
1 jajko
1 szklanka mleka lub wody
3/4 szklanka mąki razowej
Szczypta soli
Z tą mąką to w zasadzie trzeba uważać – trzeba dać jej tyle by ciasto mialo konsytencję ciasta naleśnikowego ;) (ale jak ktos nie wie jaka to jest to ja nie wytłumaczę niestety). Choć z tą konsystencją to tez ostatnio różnie bywa – robię czasami bardzo rzadkie ciasto i smażę cieniutkie i delikatne bardzo naleśniki, a czasami mam ochotę na grubsze więc ciasto robię gęstsze.
Przeważnie używam mąki orkiszowej z pełnego przemiału, czasami ze zwykłej pszenicy, jak chcę bardzo delikatne naleniki to mąkę przesiewam – czyli odsiewam największe części otrąb. Lubię też część mąki zastąpić inną, najczęściej kukurydzianą, ciecierzycową, gryczaną lub mixem bezglutenowym – jakieś 2-3 łyżki.
Naleśniki z razowej mąki są lepsze gdy ciasto chwilę postoi, jakieś 10-20 minut.
Jeśli będziemy jeść na słodko, dodaję do ciasta esencję waniliową, rzadko słodzę syropem z agawy lub fruktozą, wolę niesłodkie naleśniki i słodkie nadzienie, czasami dodaję troche kakao lub karobu i mam wtedy czekoladowe.
Mleko – kiedyś tylko krowie, teraz prawie zawsze inne – sojowe lub ryżowe, samo mleko lub pół na pół z wodą, a jak nie mam mleka to i sama woda jest ok, choć z mlekiem chyba jednak są trochę lepsze.
Smażę na patelni z powłoką nieprzywierającą - nie doczekałam się jeszcze takiej fajnej jakbym chciała, a te zwykłe wystarczają na jakiś czas, potem są lekko przypalone. Więc póki patelnia jest nowa smażę zupełnie bez tłuszczu, a jak już troszkę zaczynają przywierać to używam rozpylacza oliwy by ją delikatnie natłuscić .
Nadzienie – wszystko się nadaje, ostatnio z synkiem zajadamy się jednak naleśnikami posmarowanymi pastą tapenade z suszonych pomidorów z oregano ze sklepu, ale zdradzę rąbka tajemnicy – składa się z suszonych pomidorów w oliwie i oregano zmiksowanych na pastę – w sam raz dla wielbicieli wyraźnych smaków, polecam!
A tu nasze naleśniki tapenade:
A jak już mowa o tym co lubię to chciałam serdecznie podziękować Arkowi z eat after reading za zaproszenie do zabawy w lubienie i zgodnie z zasadmi poświęcę część tego postu by napisać wam co lubię – nie będzie to lista wyczerpująca a kolejność jest naprawdę przypadkowa. Niestety nie miałam czasu porządnie się zastanowić nad tym co lubię najbardziej więc będzie to taka lista rzeczy które pierwsze przychodzą mi do głowy na hasło lubię:
- kiedy mój synek jest radosny
- swojego męża bardzo lubię
- gotować, smakować i po prostu jeść
-czerwone wino i czarną czekoladę
- czytać książki w tym kucharskie oczywiście
- filmy (ale tylko te co dają do myslenia i zapadają w pamięć)
- przyrodę – rośliny
- bardzo lubię piosenki i różne inne dżwięki
- wiedzieć
- mądrych ludzi ale nie przemądrzałych
Niestety nie zaproszę do zabawy kolejnych 10 blogowiczów, nie mam czasu ostatnio za bardzo na przeglądanie blogów a te które jednak odwiedzam już dawno zostały zaproszone nawet po kilka razy.
Dziekuję za uwagę i pozdrawiam!
Zawsze lubiłam naleśniki, ale jak sobie teraz pomyślę – to te które robię teraz w ogóle nie przypominają tych które robiłam i jadłam w domu rodzinnym i choc pewnie bym zjadła tamte chętnie to wcale nie chcę do nich wracać na co dzień.
Moje naleśniki charakteryzują dwie podstawowe sprawy:
- muszą być z razowej mąki – odkąd przeszłam na mąkę razową zauważyłam że biała po prostu nie ma smaku, widać rafinacja czyści równo ze wszystkiego cennego – ze smaku też,
- muszą być smażone bez tłuszczu lub na minimalnej ilości – żeby nie były tłuste.
Oprócz tych dwu spraw bywają te moje naleśniki różne, bazowy przepis jest mniej więcej taki:
1 jajko
1 szklanka mleka lub wody
3/4 szklanka mąki razowej
Szczypta soli
Z tą mąką to w zasadzie trzeba uważać – trzeba dać jej tyle by ciasto mialo konsytencję ciasta naleśnikowego ;) (ale jak ktos nie wie jaka to jest to ja nie wytłumaczę niestety). Choć z tą konsystencją to tez ostatnio różnie bywa – robię czasami bardzo rzadkie ciasto i smażę cieniutkie i delikatne bardzo naleśniki, a czasami mam ochotę na grubsze więc ciasto robię gęstsze.
Przeważnie używam mąki orkiszowej z pełnego przemiału, czasami ze zwykłej pszenicy, jak chcę bardzo delikatne naleniki to mąkę przesiewam – czyli odsiewam największe części otrąb. Lubię też część mąki zastąpić inną, najczęściej kukurydzianą, ciecierzycową, gryczaną lub mixem bezglutenowym – jakieś 2-3 łyżki.
Naleśniki z razowej mąki są lepsze gdy ciasto chwilę postoi, jakieś 10-20 minut.
Jeśli będziemy jeść na słodko, dodaję do ciasta esencję waniliową, rzadko słodzę syropem z agawy lub fruktozą, wolę niesłodkie naleśniki i słodkie nadzienie, czasami dodaję troche kakao lub karobu i mam wtedy czekoladowe.
Mleko – kiedyś tylko krowie, teraz prawie zawsze inne – sojowe lub ryżowe, samo mleko lub pół na pół z wodą, a jak nie mam mleka to i sama woda jest ok, choć z mlekiem chyba jednak są trochę lepsze.
Smażę na patelni z powłoką nieprzywierającą - nie doczekałam się jeszcze takiej fajnej jakbym chciała, a te zwykłe wystarczają na jakiś czas, potem są lekko przypalone. Więc póki patelnia jest nowa smażę zupełnie bez tłuszczu, a jak już troszkę zaczynają przywierać to używam rozpylacza oliwy by ją delikatnie natłuscić .
Nadzienie – wszystko się nadaje, ostatnio z synkiem zajadamy się jednak naleśnikami posmarowanymi pastą tapenade z suszonych pomidorów z oregano ze sklepu, ale zdradzę rąbka tajemnicy – składa się z suszonych pomidorów w oliwie i oregano zmiksowanych na pastę – w sam raz dla wielbicieli wyraźnych smaków, polecam!
A tu nasze naleśniki tapenade:
A jak już mowa o tym co lubię to chciałam serdecznie podziękować Arkowi z eat after reading za zaproszenie do zabawy w lubienie i zgodnie z zasadmi poświęcę część tego postu by napisać wam co lubię – nie będzie to lista wyczerpująca a kolejność jest naprawdę przypadkowa. Niestety nie miałam czasu porządnie się zastanowić nad tym co lubię najbardziej więc będzie to taka lista rzeczy które pierwsze przychodzą mi do głowy na hasło lubię:
- kiedy mój synek jest radosny
- swojego męża bardzo lubię
- gotować, smakować i po prostu jeść
-czerwone wino i czarną czekoladę
- czytać książki w tym kucharskie oczywiście
- filmy (ale tylko te co dają do myslenia i zapadają w pamięć)
- przyrodę – rośliny
- bardzo lubię piosenki i różne inne dżwięki
- wiedzieć
- mądrych ludzi ale nie przemądrzałych
Niestety nie zaproszę do zabawy kolejnych 10 blogowiczów, nie mam czasu ostatnio za bardzo na przeglądanie blogów a te które jednak odwiedzam już dawno zostały zaproszone nawet po kilka razy.
Dziekuję za uwagę i pozdrawiam!
Etykiety:
Do małej rączki,
Kuchnia dla dzieci,
Smarowidła,
Z mąki
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Kaczka i śliwki, a jakże.
U nas jakoś jesiennie się zrobiło, zimno rano i wieczorem, dużo pada a w parku zaczynamy znajdować pomarańczowe liście na trawie. Kulinarne skutki takiej aury to tradycyjne polskie zupy królujące w mojej kuchni od tygodnia: rosół, krupnik, grochówka , ale na niedzielę musiało być coś ekstra – czyli nasza ukochana kaczka.
Wiem, powtarzam się. Jedna śliwkowa kaczka już na tym blogu jest (tutaj) ale nic na to nie poradzę, mięso kaczki jest naszym ulubionym i praktycznie jedynym, które mój mąż lubi (choć to może za mało powiedziane) z owocami. Więc kiedy przychodzi długi weekend (angielski of course) to właśnie na taką nieprzyzwoicie pyszną kaczkę mamy ochotę. Postaram się aby nastepnym razem towarzyszyły ptaszęciu inne owoce niż śliwki.
Przepis pochodzi ze wspominanej już książki „Gotuj z Oliverem” i pozostaje mi tylko przyznać że chłopak zna się na gotowaniu tego ptaszyska.
Pieczona kaczka z aromatycznym sosem śliwkowym
1 kaczka (u Jamiego i u mnie kaczka Gressingham ale myslę że może być jakakolwiek)
2 łyżeczki soli
Przyprawa 5 smaków (lub mały pęczek listków szałwii w wersji śródziemnomorskiej)
1 pomarańcza pokrojona w ćwiartki
2 marchewki, obrane i pokrojone na duże kawałki
2 cebule, obrane i pokrojone na duże kawałki
2 łodygi selera naciowego (spokojnie może być kawałek zwykłego selera), grubo pokrojone
Główka czosnku, ząbki obrane i zgniecione (u Jamiego nie obrane)
Na aromatyczny sos śliwkowy:
75g fruktozy (100g cukru w oryginale)
Pół laski cynamonu
1 gwiazdka anyżu
6 dużych dojrzałych śliwek, odpestkowanych i posiekanych
Łyeczka skórki pomarańczowej
Mała szczypta kuminu
Sól, pieprz
Nastaw piekarnik na 180 stopni C.
Natrzyj kaczkę solą i przyprawą (jeśli przyprawiasz szałwią to posiekaj ją i rozetrzyj z solą przed nacieraniem kaczki), w środek włóż cząstki pomarańczy.
W rękaw do pieczenia włóż pokrojone warzywa i czosnek, połóż na nich kaczkę i zamknij rękaw.
Piecz 2 godziny ( ja piekłam z termoobiegiem), po 2 godzinach rozetnij folię i przypiecz chwilę skórę pod grillem z obydwu stron żeby była chrupiąca.
W międzyczasie przygotuj sos (chutney):
Wsyp fruktozę do rondla, wlej odrobinę wody – tyle żeby się fruktoza rozpuściła, wrzuć anyż i cynamon i postaw na ogniu, zagotuj i gotuj chwilę aż syrop się zredukuje, jak tylko zacznie brązowieć dodaj śliwki, kumin i skórkę pomaranczową i zmniejsz ogień, mieszaj okazjonalnie, po kilku minutach śliwki puszczą sok i sos się zredukuje, zdejmij sos z ognia, dopraw solą i pieprzem i ostudź.
Gorącą kaczkę podawaj z sosem i sałatą – u mnie dodatkiem była pak choi (przepis) tym razem z dodatkiem odrobiny chilli (na zdjęciach nie ma pak choi).
Smacznego!!!
niedziela, 29 sierpnia 2010
Spis Przepisów
Biały ser z pomidorem
Chińska kapusta z czosnkiem
Chleb żytni razowy
Czipsy jarmużowe
Drobiowe pulpeciki dla dzieci
Dynia z grilla w kilku odsłonach
Dyniowy przysmak
Dyniowe kotleciki
Frittata w wersji mini
Granatowy sernik - wegański
Gulasz wegetariański marokański
Humus cebulowy
Kacze udka ze śliwkami i anyżem
Kasza jaglana z dynią
Kasza jaglana cytrynowa
Kaszka dla najmłodszych - idealna
Kisiel owocowy
Krem z pasternaku ze szparagami i żółtkiem
Łosoś z limonką
Makaron soba z mulami
Muffiny twarogowe
Muffiny serodyniowe z kruszonką orzechową
Musli z dynią
Naleśniki
Naleśniki dyniowe amerykany
Panzerotti
Pesto z jarmużu
Pieczona kaczka z sosem śliwkowym
Pieczona pierś kurza z pomidorami i szparagami
Pizza al prosciutto z rukolą i pomidorami
Pizza z dynią i serem brie
Risotto curry z dynią
Risotto z mozarellą i pomidorkami koktajlowymi
Risotto z orzechami i ciecierzycą
Sałatka Waldorf
Sos orientalny z soczewicy czerwonej
Spaghetti z sosem bolońskim
Stir-fry pikantne tofu
Surówka z dyni
Surówka z zielonej kapusty
Tarta razowa z porami
Torcik urodzinowy
Wegańskie chilli
Wołowe curry z Tajlandii
Zacierki na mleku z dynią
Zupa krem z soczewicy i kaszy jaglanej
Zupa z dorsza
Zupa z pieczonej dyni i papryki
Chińska kapusta z czosnkiem
Chleb żytni razowy
Czipsy jarmużowe
Drobiowe pulpeciki dla dzieci
Dynia z grilla w kilku odsłonach
Dyniowy przysmak
Dyniowe kotleciki
Frittata w wersji mini
Granatowy sernik - wegański
Gulasz wegetariański marokański
Humus cebulowy
Kacze udka ze śliwkami i anyżem
Kasza jaglana z dynią
Kasza jaglana cytrynowa
Kaszka dla najmłodszych - idealna
Kisiel owocowy
Krem z pasternaku ze szparagami i żółtkiem
Łosoś z limonką
Makaron soba z mulami
Muffiny twarogowe
Muffiny serodyniowe z kruszonką orzechową
Musli z dynią
Naleśniki
Naleśniki dyniowe amerykany
Panzerotti
Pesto z jarmużu
Pieczona kaczka z sosem śliwkowym
Pieczona pierś kurza z pomidorami i szparagami
Pizza al prosciutto z rukolą i pomidorami
Pizza z dynią i serem brie
Risotto curry z dynią
Risotto z mozarellą i pomidorkami koktajlowymi
Risotto z orzechami i ciecierzycą
Sałatka Waldorf
Sos orientalny z soczewicy czerwonej
Spaghetti z sosem bolońskim
Stir-fry pikantne tofu
Surówka z dyni
Surówka z zielonej kapusty
Tarta razowa z porami
Torcik urodzinowy
Wegańskie chilli
Wołowe curry z Tajlandii
Zacierki na mleku z dynią
Zupa krem z soczewicy i kaszy jaglanej
Zupa z dorsza
Zupa z pieczonej dyni i papryki
niedziela, 15 sierpnia 2010
Niedzielnie. Kurze piersi, szparagi i pomidory.
Obiecałam to jestem :)
Z obiadem niedzielnym, co prawda zjedzonym tydzień temu ale dopiero dziś udało mi się znaleźć czas na wpis.
Lubię w niedzielę robic mięso na obiad, najlepiej jakieś pieczone, ale też żeby szybko było, żeby niedzieli nie spędzić w kuchni. Z pomocą przyszedł mi tym razem mój ulubiony sympatyczny angielski kucharz Jamie Oliver i jego książka „Cook with Jamie” (Polski tytuł to chyba „Gotuj z Oliverem” – nie za szczęśliwy, nie?), w którejznalazłam przepis na moją niedzielną pieczoną pierś drobiową, do tej pory wiele razy piekłam pierś w porach wg jego przepisu – bardzo ją lubimy (oczywiście kiedyś się tu pojawi), ale teraz miałam ochotę na odmianę i upiekłam mięso z pomidorami i szparagami, dodałam na wierzch boczek, którego nie było w oryginalnym przepisie ale bardzo bałam się żeby mięso nie było suche bo nie miałam ochoty na nieudany obiad i wyszło małe cudeńko, muszę przyznać – bardzo w moim guście smakowym. Uwielbiam takie przepisy – szybkie, pyszne i na dodatek takie ładne :D
Hmmm o zdrowym żywieniu miało być więc tym boczkiem to się może nie do końca popisałam, ale przynajmniej macie teraz dowód że nie jestem ortorektyczką ;)
3 połówki piersi kurzej ze skórą (ewentualnie bez ale wtedy to już na pewno z boczkiem trzeba piec)
12 szparagów (tych nie stwardniałych części) pokrojonych w kilkucentymetrowe kawałki
Plasterki boczku – tyle żeby przykryć z wierzchu piersi
10 pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół
2 gałązki rozmarynu świeżego (lub suchego rozmarynu na oko)
1/3 szklanki białego wina
Oliwa z oliwek
Sól, pieprz
Cytryna
Piersi, szparagi, pomidory i listki z jednej gałązki rozmarynu włóż do miski, wymieszaj, doprawi solą i pieprzem, polej odrobiną oliwy i wymieszaj.
Piersi przełóż na blaszkę do pieczenia skórą do góry, obłóż warzywami, na każdej piersi połóż kawałek gałązki rozmarynu, i boczek, polej winem i piecz w piekarniku w 200 stopniach Celsjusza 25 do 35 minut. Ja piekłam z termoobiegiem 25 minut, potem zdjęłam boczek z piersi, przykryłam nim warzywa i piekłam jeszcze 7 minut pod grilem.
Podałam z cytryną do pokropienia mięsa (Jamie sugerował ocet balsamiczny) i uparowanym kalafiorem polanym zimnotłoczonym olejem konopnym, ale fajna byłaby tez jakas prosta surówka .
Smacznego!
Z obiadem niedzielnym, co prawda zjedzonym tydzień temu ale dopiero dziś udało mi się znaleźć czas na wpis.
Lubię w niedzielę robic mięso na obiad, najlepiej jakieś pieczone, ale też żeby szybko było, żeby niedzieli nie spędzić w kuchni. Z pomocą przyszedł mi tym razem mój ulubiony sympatyczny angielski kucharz Jamie Oliver i jego książka „Cook with Jamie” (Polski tytuł to chyba „Gotuj z Oliverem” – nie za szczęśliwy, nie?), w którejznalazłam przepis na moją niedzielną pieczoną pierś drobiową, do tej pory wiele razy piekłam pierś w porach wg jego przepisu – bardzo ją lubimy (oczywiście kiedyś się tu pojawi), ale teraz miałam ochotę na odmianę i upiekłam mięso z pomidorami i szparagami, dodałam na wierzch boczek, którego nie było w oryginalnym przepisie ale bardzo bałam się żeby mięso nie było suche bo nie miałam ochoty na nieudany obiad i wyszło małe cudeńko, muszę przyznać – bardzo w moim guście smakowym. Uwielbiam takie przepisy – szybkie, pyszne i na dodatek takie ładne :D
Hmmm o zdrowym żywieniu miało być więc tym boczkiem to się może nie do końca popisałam, ale przynajmniej macie teraz dowód że nie jestem ortorektyczką ;)
Pieczona pierś kurza z pomidorami i szparagami
3 połówki piersi kurzej ze skórą (ewentualnie bez ale wtedy to już na pewno z boczkiem trzeba piec)
12 szparagów (tych nie stwardniałych części) pokrojonych w kilkucentymetrowe kawałki
Plasterki boczku – tyle żeby przykryć z wierzchu piersi
10 pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół
2 gałązki rozmarynu świeżego (lub suchego rozmarynu na oko)
1/3 szklanki białego wina
Oliwa z oliwek
Sól, pieprz
Cytryna
Piersi, szparagi, pomidory i listki z jednej gałązki rozmarynu włóż do miski, wymieszaj, doprawi solą i pieprzem, polej odrobiną oliwy i wymieszaj.
Piersi przełóż na blaszkę do pieczenia skórą do góry, obłóż warzywami, na każdej piersi połóż kawałek gałązki rozmarynu, i boczek, polej winem i piecz w piekarniku w 200 stopniach Celsjusza 25 do 35 minut. Ja piekłam z termoobiegiem 25 minut, potem zdjęłam boczek z piersi, przykryłam nim warzywa i piekłam jeszcze 7 minut pod grilem.
Podałam z cytryną do pokropienia mięsa (Jamie sugerował ocet balsamiczny) i uparowanym kalafiorem polanym zimnotłoczonym olejem konopnym, ale fajna byłaby tez jakas prosta surówka .
Smacznego!
wtorek, 3 sierpnia 2010
Zupa z dorsza na powroty ;)
Witam po długiej przerwie!
Dziękuję wszystkim, którzy w czasie kiedy mnie nie było wspomnieli mi ze warto żebym blogu nie zaniedbywała, ku mojemu miłemu zaskoczeniu bylo kilka takich osób. Szczególne podziękowania należą się Gosi, która myślę że jest najczęstszym gościem na blogu i wypróbowała już wiele moich przepisów, zagrzewa mnie mocno do blogowej “walki” ;) – dzięki Gosiu!
Nie pisałam, bo nie miałam czasu – na początku, potem już tęskniłam i chciałam ale nie miałam albo czasu albo weny nie tylko na robienie zdjęć i pisanie ale szczególnie na gotowanie – no tak się czasem zdarza, ale mam nadzieje ze mi przeszło. Postaram się teraz jakoś w miarę regularnie tu zaglądać, wiec zapraszam!
Wprowadzę tez pewnie zmiany, ponieważ nasz synek je juz najczęściej to co my, chyba nie ma sensu dłużej dzielić tego blogu na przepisy dla małych i dużych, przepisy które polecam dla małych dzieci będą po prostu oznaczone odpowiednia etykietą, zmiany zostaną wprowadzone juz wkrótce.
Na powrót przygotowałam Wam przepis na zupę rybną, na podstawie przepisu który pochodzi z czerwcowego numeru magazynu Kuchnia a jego autorem jest Paweł Suwała.
W moim rodzinnym domu zup rybnych się nie jadało, ale jadaliśmy dużo ryb i ryby bardzo lubię, tak jak mój mąż, u którego w domu szczegolnie na święta jada się przepyszną zupę rybną gotowaną na karpich głowach a oprócz tego również ryby pod każdą inną postacią. Niestety, mimo przyglądania się wiele razy jak moja Teściowa przyrządza tą zupę i mimo tego że przepis wydaje się być banalnie prosty – nie jestem w stanie ugotować takiej zupy, może i dobrze bo gdzie ja bym tu w UK karpia dostała???
Ponieważ obydwoje lubimy bardzo i ryby i zupy - ciągle szukam jednak nowych przepisów na zupy rybne ktore bardzo by nam smakowały.
Chyba nie muszę nikomu wspominać o tym ile pożytku dla naszego zdrowia niesie zastąpienie mięsa na obiad rybą – najlepiej kilka razy w tygodniu a nie tylko tradycyjnie w piatek.
Zapraszam wiec na zupę z dorsza.
2 cebule
2 ząbki czosnku
1 por
½ dużego selera (lub 2 ziemniaki jak w oryginale – wtedy przepis nie będzie MM)
2 marchewki
50g masła
Szczypta szafranu
1 liść laurowy
500g filetów z dorsza
1 pomarańcza
1 cytryna
Listki świeżej mięty
Sól, swieżo mielony pieprz
(w oryginalnym przepisie jest jeszcze mąka kukurydziana 20g, też nie MM)
Cebulę i czosnek posiekaj, pora pokrój w plasterki, marchewkę i selera (lub ziemniaki) pokrój w małą kostkę.
Warzywa podsmaż na maśle przez 2 minuty. Wlej 750ml wody i gotuj dodając szafran i liść laurowy, pieprz i sól do smaku.
Dorsza pokrój na kawałki i dodaj do zupy gdy warzywa będą miękkie. Gotuj na wolnym ogniu około 10 minut. Dodaj skórkę otartą z pomarańczy i cytryny oraz sok z tych owoców i świeżą miętę. Zagotuj (w tym momencie można zagęścić zupę mąką kukurydzianą), dopraw solą i pieprzem jeśli jeszcze potrzeba.
Smacznego!
Uwagi:
1. Zupa ma dość egzotyczny smak dzięki pomarańczy, mój mąż nie lubi owoców w daniach mięsnych i nie był zachwycony tym posmakiem, więc jeśli ktoś woli tradycyjną kuchnię myślę że z powodzeniem może użyc tylko cytryny, która oczywiście do ryby pasuje i zamiast mięty – natkę pietruszki. Oczywiście sama cytryna będzie też lepszą opcją w diecie MM.
2. Ja wlałam sok z cytryny i pomarańczy na raz i myślę że było za dużo – dlatego radzę dodawać powoli i smakować zupę w trakcie.
Dziękuję wszystkim, którzy w czasie kiedy mnie nie było wspomnieli mi ze warto żebym blogu nie zaniedbywała, ku mojemu miłemu zaskoczeniu bylo kilka takich osób. Szczególne podziękowania należą się Gosi, która myślę że jest najczęstszym gościem na blogu i wypróbowała już wiele moich przepisów, zagrzewa mnie mocno do blogowej “walki” ;) – dzięki Gosiu!
Nie pisałam, bo nie miałam czasu – na początku, potem już tęskniłam i chciałam ale nie miałam albo czasu albo weny nie tylko na robienie zdjęć i pisanie ale szczególnie na gotowanie – no tak się czasem zdarza, ale mam nadzieje ze mi przeszło. Postaram się teraz jakoś w miarę regularnie tu zaglądać, wiec zapraszam!
Wprowadzę tez pewnie zmiany, ponieważ nasz synek je juz najczęściej to co my, chyba nie ma sensu dłużej dzielić tego blogu na przepisy dla małych i dużych, przepisy które polecam dla małych dzieci będą po prostu oznaczone odpowiednia etykietą, zmiany zostaną wprowadzone juz wkrótce.
Na powrót przygotowałam Wam przepis na zupę rybną, na podstawie przepisu który pochodzi z czerwcowego numeru magazynu Kuchnia a jego autorem jest Paweł Suwała.
W moim rodzinnym domu zup rybnych się nie jadało, ale jadaliśmy dużo ryb i ryby bardzo lubię, tak jak mój mąż, u którego w domu szczegolnie na święta jada się przepyszną zupę rybną gotowaną na karpich głowach a oprócz tego również ryby pod każdą inną postacią. Niestety, mimo przyglądania się wiele razy jak moja Teściowa przyrządza tą zupę i mimo tego że przepis wydaje się być banalnie prosty – nie jestem w stanie ugotować takiej zupy, może i dobrze bo gdzie ja bym tu w UK karpia dostała???
Ponieważ obydwoje lubimy bardzo i ryby i zupy - ciągle szukam jednak nowych przepisów na zupy rybne ktore bardzo by nam smakowały.
Chyba nie muszę nikomu wspominać o tym ile pożytku dla naszego zdrowia niesie zastąpienie mięsa na obiad rybą – najlepiej kilka razy w tygodniu a nie tylko tradycyjnie w piatek.
Zapraszam wiec na zupę z dorsza.
Zupa z dorsza
2 cebule
2 ząbki czosnku
1 por
½ dużego selera (lub 2 ziemniaki jak w oryginale – wtedy przepis nie będzie MM)
2 marchewki
50g masła
Szczypta szafranu
1 liść laurowy
500g filetów z dorsza
1 pomarańcza
1 cytryna
Listki świeżej mięty
Sól, swieżo mielony pieprz
(w oryginalnym przepisie jest jeszcze mąka kukurydziana 20g, też nie MM)
Cebulę i czosnek posiekaj, pora pokrój w plasterki, marchewkę i selera (lub ziemniaki) pokrój w małą kostkę.
Warzywa podsmaż na maśle przez 2 minuty. Wlej 750ml wody i gotuj dodając szafran i liść laurowy, pieprz i sól do smaku.
Dorsza pokrój na kawałki i dodaj do zupy gdy warzywa będą miękkie. Gotuj na wolnym ogniu około 10 minut. Dodaj skórkę otartą z pomarańczy i cytryny oraz sok z tych owoców i świeżą miętę. Zagotuj (w tym momencie można zagęścić zupę mąką kukurydzianą), dopraw solą i pieprzem jeśli jeszcze potrzeba.
Smacznego!
Uwagi:
1. Zupa ma dość egzotyczny smak dzięki pomarańczy, mój mąż nie lubi owoców w daniach mięsnych i nie był zachwycony tym posmakiem, więc jeśli ktoś woli tradycyjną kuchnię myślę że z powodzeniem może użyc tylko cytryny, która oczywiście do ryby pasuje i zamiast mięty – natkę pietruszki. Oczywiście sama cytryna będzie też lepszą opcją w diecie MM.
2. Ja wlałam sok z cytryny i pomarańczy na raz i myślę że było za dużo – dlatego radzę dodawać powoli i smakować zupę w trakcie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)